Subwencja, która nie topnieje. Sens jednego zdania o inflacji

Uczelnie publiczne utrzymują się głównie z subwencji, a jej wysokość ustala się co roku od nowa, ręcznie, w ustawie budżetowej. Gdy kwota rośnie wolniej niż ceny, budżet uczelni realnie maleje, choć na papierze jest wyższy. Razem chce, żeby subwencja rosła co najmniej o wskaźnik inflacji — z automatu zapisanego w ustawie, a nie z corocznych negocjacji.

Kamienna fasada budynku Oxford University Press z zegarem nad bramą — instytucja akademicka utrzymywana ze stałego finansowania.

Uczelnia publiczna nie żyje z czesnego ani z grantów, tylko z subwencji — jednej kwoty na utrzymanie i rozwój potencjału dydaktycznego oraz badawczego, dzielonej algorytmem między instytucje. Z niej idą pensje, prąd, ogrzewanie, remonty i biblioteka. Wysokość tej kwoty ustala się co roku od nowa w ustawie budżetowej, bez mechanizmu, który wiązałby ją z czymkolwiek trwałym. Punkt pierwszy rozdziału o nauce w deklaracji programowej Razem zamyka tę sprawę jednym zdaniem: „Subwencje dla uczelni wyższych będą rosły co najmniej o wskaźnik inflacji".

Jak nominalny wzrost bywa realnym cięciem

Arytmetyka jest tu bezlitosna i mało widowiskowa. Jeśli kwota rośnie o dwa procent, a ceny o cztery, uczelnia dostaje więcej złotych i mniej wszystkiego innego: mniej godzin pracy, mniej odczynników, mniej metrów wyremontowanego korytarza. Komunikat prasowy mówi wtedy prawdę — środki wzrosły — i jednocześnie mija się z tym, co dzieje się w kasie.

Skalę odniesienia dają dane GUS: średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych wyniósł 3,6% w 2024 roku i ponownie 3,6% w 2025. Przy inflacji rzędu 3,6% rocznie każdy rok wolniejszego wzrostu subwencji obniża realną wartość budżetu uczelni bez żadnej decyzji o cięciu — wystarczy, że kwotę zostawi się w miejscu.

Widać to na konkretnej pozycji. W budżecie na 2026 rok na naukę i szkolnictwo wyższe zaplanowano 44,26 mld zł wobec 42,54 mld zł rok wcześniej, a dotacja dla Narodowego Centrum Nauki pozostała na poziomie 1,75 mld zł — „bez zmian w stosunku do obecnej". Całość urosła zatem o około cztery procent, czyli mniej więcej tyle, ile wyniosła inflacja, natomiast pieniądze na granty badawcze zamrożono nominalnie — co przy wzroście cen oznacza, że kupią mniej badań niż rok wcześniej. Sam mechanizm konkursów NCN opisujemy w tekście Grant dostaje co szósty.

Dlaczego automat, a nie coroczna rozmowa

Można oczywiście argumentować, że od tego jest budżet państwa: żeby co roku ważyć priorytety. Kłopot polega na tym, że nauka przegrywa takie ważenie systematycznie, bo koszt zaniechania ujawnia się w niej najpóźniej ze wszystkich dziedzin. Zamknięty oddział szpitalny widać w tygodniu, niewyremontowaną drogę w miesiącu, a niezrobione badania — po dekadzie, kiedy nie ma już ani zespołów, ani ludzi, którzy mogliby je odtworzyć.

Do tego dochodzi asymetria negocjacyjna. Rektorzy przychodzą do ministerstwa nauki, ministerstwo nauki do ministerstwa finansów, a instytucja, która nie ma czym zastrajkować z dnia na dzień, siedzi na końcu tego łańcucha. Jesienią 2025 roku wyszło to na jaw w postaci korespondencji, z której wynikało, że do utrzymania dotychczasowego poziomu finansowania zabraknie ponad 650 mln zł — opisujemy tę sprawę w tekście Lista 241 projektów.

Indeksacja zapisana w ustawie zmienia w tym układzie jedną rzecz: przesuwa punkt wyjścia. Rozmowa przestaje dotyczyć tego, czy budżet uczelni utrzyma realną wartość, a zaczyna od pytania, o ile ma urosnąć ponad nią. Program Razem stosuje ten sam wzorzec do wynagrodzeń — ustawowa waloryzacja płac na uczelniach, w PAN i instytutach badawczych o wskaźnik nie niższy niż inflacja, o czym piszemy w tekście Pensja, która nie goni cen.

Czego program nie przesądza

Deklaracja mówi o waloryzacji kwoty, a nie o algorytmie jej podziału między uczelnie. To rozróżnienie warto zachować, bo spory o algorytm — ile waży liczba studentów, ile kategoria naukowa, ile udział w konkursach — toczą się w środowisku akademickim od lat i program ich nie rozstrzyga. Nie ma też w nim mowy o zmianie proporcji między subwencją a grantami poza jednym zastrzeżeniem: system grantowy ma być uzupełnieniem stabilnego finansowania uczelni, instytutów badawczych i Polskiej Akademii Nauk, nie jego podstawą.

Ta zasada rozstrzyga zresztą o konsekwencjach dla ludzi zatrudnionych w nauce. Instytucja finansowana głównie z grantów planuje na trzy lata i zatrudnia na czas określony, bo tyle trwa projekt. Instytucja z przewidywalną subwencją może zatrudniać na stałe i prowadzić badania, których wynik nie jest znany z góry. Konsekwencje dla ludzi opisujemy w tekstach Ile zarabia się na uczelni i Punktoza. Mechanizm przewidywalnego finansowania instytucji publicznych z pryzmatu pracowniczego prowadzi Razem dla pracy.

Co proponuje Razem

Z rozdziału „Nauka — warunek rozwoju" deklaracji programowej:

  • Subwencje dla uczelni wyższych rosnące co najmniej o wskaźnik inflacji (punkt 1).
  • Ustawowy obowiązek waloryzacji płac na uczelniach, w Polskiej Akademii Nauk i pozostałych instytutach badawczych o wskaźnik nie mniejszy niż inflacja (punkt 2).
  • Ustawowe finansowanie Narodowego Centrum Nauki, przy zasadzie, że granty uzupełniają stabilne finansowanie instytucji, a nie je zastępują (punkt 4).
  • Zwiększenie nakładów na badania i naukę docelowo do 3% PKB rocznie (punkt 1).

Źródła i dalsza lektura