Bezpłatność studiów stacjonarnych na uczelni publicznej gwarantuje art. 70 Konstytucji i nikt w Polsce poważnie tego nie kwestionuje. Rachunek, który student płaci, jest jednak zbudowany z zupełnie innych pozycji: czynszu, jedzenia, dojazdów, materiałów. Sumują się one do kwoty, której nie da się zarobić w kilka godzin tygodniowo, a im wyższa, tym mocniej selekcjonuje kandydatów według zasobności rodziny.
Rząd wielkości
Razem powoływało się w 2026 roku na dwie liczby. Rzecznik partii Mateusz Merta mówił pod Biblioteką Uniwersytetu Warszawskiego: „Dziś w Polsce studenci wydają miesięcznie już prawie 3900 zł na swoje utrzymanie. 45% więcej od czasu pandemii koronawirusa" — cytat z relacji z akcji z 12 maja 2026 roku. Pół roku wcześniej, na początku roku akademickiego, ten sam rzecznik przywoływał wyliczenia dziennikarzy money.pl, według których „w części miast koszty utrzymania studenta wynoszą już 3-4 tysiące złotych".
Kwoty te warto zestawić z progiem pomocy materialnej. Stypendium socjalne przysługuje przy dochodzie do 1908,90 zł netto na osobę w rodzinie, a łączna kwota stypendium socjalnego i rektorskiego nie może przekroczyć 3560,60 zł miesięcznie. Górny limit świadczeń dostępny dla nielicznych jest zatem niższy od szacowanego kosztu utrzymania — a przeciętny student nie zbliża się do tego limitu nawet w połowie.
Z czego składa się ten rachunek
Największą pozycją jest mieszkanie i to ono odpowiada za większość wzrostu z ostatnich lat. Miejsce w akademiku bywa dwa–trzy razy tańsze od pokoju na rynku najmu, ale dostaje je mniejszość — piszemy o tym w tekście Akademiki: ile brakuje miejsc. Drugą pozycją jest jedzenie, a wraz z nim brak taniej stołówki na uczelni, o czym w tekście Stołówka na uczelni. Reszta — transport, materiały, opłaty administracyjne — jest mniejsza, ale mało ściśliwa.
Mechanika rynku najmu w miastach akademickich należy przy tym do osobnego tematu: to ten sam rynek, na którym o mieszkania konkurują wszyscy pozostali, z tą różnicą, że student wynajmuje na dziewięć miesięcy i najczęściej pokój, a nie lokal. Wątek prowadzi siostrzany serwis Razem dla tanich mieszkań; koszt dojazdów w regionach bez transportu zbiorowego — Razem dla transportu.
Kto odpada i na jakim etapie
Selekcja przez koszt nie działa jednorazowo, tylko przez cały cykl studiów. Najpierw decyduje o wyborze uczelni: kandydat z mniejszej miejscowości wybiera ośrodek bliżej domu albo rezygnuje, o czym piszemy w tekście Uczelnie regionalne. Potem decyduje o liczbie przepracowanych godzin, a więc o tym, ile czasu zostaje na naukę i czy student zdąży z pracą dyplomową. Na końcu decyduje o tym, kto może pozwolić sobie na doktorat — bo szkoła doktorska oznacza kolejne lata na stawce niższej od płacy minimalnej, o czym w tekście Doktorant zarabia mniej niż płaca minimalna.
Zofia Piotrowska, radna Śródmieścia, ujmowała skutek tego procesu tak: „Studiowanie nie może być tylko dla bogatych, bo to prowadzi nie tylko do rozwarstwienia społecznego, ale też po prostu do utraty wielu talentów czy osób, które mogłyby się kształcić". Argument jest zarówno sprawiedliwościowy, jak i rozwojowy — kraj, który selekcjonuje kandydatów portfelem, korzysta z mniejszej puli zdolności niż ta, którą dysponuje.
Co proponuje Razem
Z rozdziału „Nauka — warunek rozwoju" deklaracji programowej:
- Zwiększenie finansowania budowy i remontów akademików (punkt 7).
- Obowiązek prowadzenia przez uczelnie stołówek non-profit wraz ze środkami z budżetu na ich organizację (punkt 8).
- Podniesienie zapomóg i stypendiów, zwłaszcza socjalnych i dla osób z niepełnosprawnościami, zasada „złotówka za złotówkę" i wyższy próg dochodowy (punkt 9) — rozkładamy to w tekście Złotówka za złotówkę.
Źródła i dalsza lektura
- Razem — „Zandberg z zupą pod BUW: studia dla bogatych?" (12.05.2026)
- Razem — „Zandberg na początek roku akademickiego: podcinanie gałęzi, na której siedzimy" (1.10.2025)
- MNiSW — Świadczenia dla studentów w roku akademickim 2025/2026
- GUS — Szkolnictwo wyższe w roku akademickim 2024/2025
- Konstytucja RP, art. 70 (prawo do nauki)
