Doktorant zarabia mniej niż płaca minimalna. I nie jest pracownikiem

Stypendium doktoranckie przed oceną śródokresową wynosi 37% wynagrodzenia profesora, czyli 3570,50 zł brutto — przy płacy minimalnej 4806 zł brutto w 2026 roku. Do tego stypendium nie jest wynagrodzeniem: bez umowy o pracę, z dobrowolnym ubezpieczeniem chorobowym i bez kodeksowych uprawnień. Razem chce umów o pracę dla doktorantów i wynagrodzeń nie niższych niż płaca minimalna.

Archiwalne zdjęcie z uczelnianej kroniki: grupa studentów i wykładowca siedzą w rzędzie krzeseł w sali wykładowej.

Osoba w szkole doktorskiej pracuje po kilkanaście godzin dziennie nad badaniami, prowadzi zajęcia ze studentami i publikuje — a formalnie nie jest pracownikiem uczelni. Dostaje stypendium, którego wysokość ustala ustawa, i to stypendium przez pierwsze lata jest niższe od pensji minimalnej w gospodarce. Punkt trzeci rozdziału o nauce w deklaracji programowej Razem odpowiada na obie te rzeczy naraz: „Wprowadzimy przewidywalne ścieżki zawodowe i umowy o pracę dla osób podejmujących studia doktoranckie. Zapewnimy wynagrodzenia doktorantów na poziomie nie niższym niż płaca minimalna".

Ile to jest w liczbach

Stawki są sztywne i policzalne. Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego podaje, że stypendium doktoranckie wynosi 37% wynagrodzenia profesora do miesiąca przeprowadzenia oceny śródokresowej, czyli 3570,50 zł brutto, oraz 57% po tej ocenie, czyli 5500,50 zł brutto. Osoby z orzeczeniem o niepełnosprawności otrzymują stypendium podwyższone o 30% kwoty bazowej.

Po drugiej stronie stoi płaca minimalna. Od 1 stycznia 2026 roku wynosi ona 4806 zł brutto, a minimalna stawka godzinowa 31,40 zł — na podstawie rozporządzenia Rady Ministrów z 11 września 2025 roku (Dz.U. 2025 poz. 1242). Różnica w kwotach brutto sięga więc 1235,50 zł miesięcznie na niekorzyść doktoranta przed oceną śródokresową.

Porównanie kwot brutto nie jest w tym przypadku porównaniem wprost, bo stypendium doktoranckie nie podlega podatkowi dochodowemu. Po stronie „na rękę" dystans się zmniejsza, ale nie znika: stypendium przed oceną śródokresową daje niecałe 3,2 tys. zł netto wobec około 3,58 tys. zł netto z płacy minimalnej. Kierunek różnicy pozostaje ten sam.

Ocena śródokresowa przypada zwykle w połowie kształcenia, więc przez pierwsze dwa–trzy lata doktorant funkcjonuje w tej niższej stawce — dokładnie wtedy, gdy zaczyna badania, których wynik jest najbardziej niepewny, i gdy najtrudniej dorobić, bo praca badawcza nie znosi dzielenia uwagi.

Stypendium to nie wynagrodzenie

Sama kwota jest tylko połową sprawy. Druga połowa dotyczy statusu: stypendium nie jest wynagrodzeniem za pracę, więc nie towarzyszą mu uprawnienia, które w każdej innej branży uważa się za oczywiste. Doktorant jest objęty obowiązkowym ubezpieczeniem emerytalnym, rentowym i wypadkowym, ale ubezpieczenie chorobowe pozostaje dobrowolne — a bez niego nie ma zasiłku. Okres kształcenia nie jest okresem zatrudnienia w rozumieniu Kodeksu pracy, więc nie buduje stażu ze wszystkim, co za nim idzie: od uprawnień urlopowych po zdolność kredytową.

Postulat umowy o pracę przenosi tę relację z porządku „świadczenia dla uczącego się" do porządku prawa pracy — a więc tam, gdzie istnieją wypowiedzenie, spór zbiorowy i inspekcja pracy; doktorant dostaje w ten sposób realny zestaw narzędzi wobec uczelni, których samo stypendium mu nie dawało. Ten sam wątek — status osób pracujących w nauce bez etatu — prowadzi siostrzany serwis Razem dla pracy, z pryzmatem praw pracowniczych.

Warto przy tym trzymać się tego, co program mówi, i nie dopisywać reszty. Deklaracja zapowiada umowy o pracę i wynagrodzenie nie niższe niż płaca minimalna — nie przesądza natomiast wymiaru etatu, formy umowy ani tego, jak potraktować dotychczasowe stypendia. Starsze dokumenty partii szły dalej: „9 tez dla nauki i szkolnictwa wyższego" z 2015 roku postulowały stypendia „w wysokości 1,5 płacy minimalnej". Ten poziom nie obowiązuje w aktualnym programie i podawanie go jako dzisiejszej obietnicy byłoby nadużyciem — pozostaje historią postulatu.

Co ta stawka robi z ludźmi

Konsekwencje widać w statystyce wyjazdów i w tym, kto w ogóle decyduje się na doktorat. Kilka lat na stawce poniżej minimalnej krajowej jest do udźwignięcia dla kogoś, kto ma zaplecze rodzinne albo mieszkanie w mieście akademickim, a poza zasięgiem dla kogoś, kto musi się utrzymać sam. Selekcja przestaje wtedy zależeć od zdolności kandydata, a zaczyna od jego zasobów finansowych — i dokonuje się na wejściu, zanim ktokolwiek oceni jakąkolwiek pracę naukową. Szerzej piszemy o tym w tekstach Drenaż mózgów i Ile zarabia się na uczelni.

Do tego dochodzi koszt najmu, który w miastach akademickich zjada większą część stypendium — wątek ten prowadzi Razem dla tanich mieszkań. Powiązanie stawek akademickich z inflacją opisujemy w tekście Pensja, która nie goni cen.

Co proponuje Razem

Z rozdziału „Nauka — warunek rozwoju" deklaracji programowej:

  • Umowy o pracę dla osób podejmujących studia doktoranckie zamiast samego stypendium.
  • Przewidywalne ścieżki zawodowe w nauce.
  • Wynagrodzenia doktorantów na poziomie nie niższym niż płaca minimalna.
  • Jawność konkursów na stanowiska akademickie — ten sam punkt programu, opisujemy go w tekście Konkurs, który ma tylko jednego kandydata.
  • Ustawowa waloryzacja płac na uczelniach, w PAN i instytutach badawczych o wskaźnik nie mniejszy niż inflacja (punkt 2).

Źródła i dalsza lektura