Zanim uczelnia ogłosi nabór na nowy kierunek, ktoś musi stwierdzić, że ma czym uczyć: kadrą, programem, salami, dostępem do praktyk. Formalnie sprawdza to Polska Komisja Akredytacyjna, a decyzję podejmuje minister. Kłopot polega na tym, że pierwsze nie przesądza drugiego — opinia Komisji ma charakter doradczy. Punkt piąty rozdziału o nauce w deklaracji programowej Razem odnosi się dokładnie do tej luki: „Zniesiemy uznaniowość ministra przy decyzjach o akredytacji kierunków studiów. Zwiększymy nadzór Polskiej Komisji Akredytacyjnej nad nowo otwieranymi kierunkami oraz nad prywatnymi szkołami wyższymi, służącymi za fabryki dyplomów".
Jak działa dzisiejszy układ
Zasady zapisano w Prawie o szkolnictwie wyższym i nauce. Uczelnia, która nie ma odpowiedniej kategorii naukowej w danej dyscyplinie, potrzebuje pozwolenia ministra na utworzenie studiów; w postępowaniu zasięga się opinii Polskiej Komisji Akredytacyjnej. Opinia jest częścią procedury, ale nie jest wiążąca — minister może wydać pozwolenie mimo oceny negatywnej i nie musi tej rozbieżności rozstrzygać żadnym szczególnym trybem.
Że nie jest to rozważanie teoretyczne, pokazała sprawa kierunków lekarskich. Po nowelizacjach z lat 2021 i 2023 rozluźniono zasady otwierania medycyny poza uczelniami akademickimi, a następnie — jak podsumował fact-checkingowy serwis Konkret24 — „w latach 2022-2023 ministerialne pozwolenie na prowadzenie studiów medycznych dostało 17 szkół wyższych, lecz aż 11 z nich nie uzyskało akredytacji Polskiej Komisji Akredytacyjnej". Opinie Komisji nie wiązały ministra, więc zostały pominięte. Sprawa wróciła kilka lat później, gdy resorty zdrowia i nauki uznały, że kierunki lekarskie na uczelniach z negatywną opinią PKA nie powinny otrzymać limitów przyjęć — a wtedy problemem stali się studenci już przyjęci.
Kto ponosi koszt uznaniowości
Rachunek płaci przede wszystkim student, i to z opóźnieniem. W momencie rekrutacji nie ma on narzędzi, by ocenić, czy kierunek ma kadrę i zaplecze; wybiera na podstawie nazwy uczelni i opisu programu. Skutki poznaje po latach — przy dyplomie, którego nie uznaje rynek, albo przy zawieszeniu naboru w trakcie jego studiów.
Drugi koszt jest instytucjonalny. Procedura, w której formalna ocena jakości nie przesądza rozstrzygnięcia, przenosi decyzję z poziomu merytorycznego na polityczny, a to otwiera przestrzeń dla nacisków lokalnych i resortowych. Wątek autonomii nauki wobec polityki prowadzimy w tekście Uczelnie bez polityków.
Co dokładnie zmienia postulat
Zniesienie uznaniowości oznacza związanie decyzji kryteriami — tak, by przy spełnionych warunkach pozwolenie przysługiwało, a przy niespełnionych nie było go można wydać mimo wszystko. Razem nie zapowiada natomiast przeniesienia całej kompetencji z ministra na Komisję ani odebrania ministrowi roli w systemie; zapowiada zniesienie dowolności i wzmocnienie nadzoru. Rozróżnienie warto utrzymać, bo z „zwiększymy nadzór PKA" nie wynika automatycznie „zgoda PKA warunkiem otwarcia kierunku" — takiego mechanizmu w programie nie ma.
Praktykę oceniania przez samą Komisję opisujemy w tekście Co sprawdza PKA, a skalę wniosków o nowe kierunki — w tekście Ile kierunków otwiera się co roku.
Co proponuje Razem
Z rozdziału „Nauka — warunek rozwoju" deklaracji programowej, punkt 5:
- Zapewnienie wysokiej jakości kształcenia na studiach.
- Zniesienie uznaniowości ministra przy decyzjach o akredytacji kierunków studiów.
- Zwiększenie nadzoru Polskiej Komisji Akredytacyjnej nad nowo otwieranymi kierunkami oraz nad prywatnymi szkołami wyższymi służącymi za fabryki dyplomów.
Źródła i dalsza lektura
- Dz.U. — Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce (pozwolenie na utworzenie studiów, Polska Komisja Akredytacyjna)
- Konkret24 — „Likwidują kierunki lekarskie"? Jaki problem ma dziewięć uczelni
- Nauka w Polsce (PAP) — kierunki lekarskie na uczelniach z negatywną opinią PKA bez limitu miejsc
- Polska Komisja Akredytacyjna — strona instytucji
- Partia Razem — „Nauka — warunek rozwoju" (deklaracja programowa 2025)
